Turrican (Switch) - recenzja

Turrican

Po ponad trzydziestu latach powraca na konsole ze złotego okresu komputerów domowych seria, która wstrząsnęła w 1990 roku gatunkiem platformowych gier akcji. Miałem wtedy 13 lat gdy Manfred Trenz, niemiecki projektant gier, grafik i programista pokazał światu swoje cudowne dzieło. Turrican w momencie premiery uważany był za jeden z najlepszych tytułów nastawionych na dynamiczną akcję, jakie kiedykolwiek powstały.

Welcome To Turrican, Ha-Ha-Ha-Ha! to powitanie pewnie pamięta każdy Amigowiec. Ekran tytułowy inspirowany okładką albumu zespołu Manowar – Kings Of Metal i grająca w tle świetna muzyka napisana przez Chrisa Hülsbecka. Na początku lat dziewięćdziesiątych prezentacja pierwszej części Turricana robiła ogromne wrażenie. Gdy w końcu pierwszy poziom załadował się z dyskietki, gracze zapominali o otaczającym ich świecie, zatapiając się w niezwykle satysfakcjonującej rozwałce. 
 
Turrican - ekran tytułowy, porównanie z okładką albumu Kings Of Metal zespołu Manowar
Ekran tytułowy gry inspirowany okładką albumu Kings Of Metal zespołu Manowar.
 
Twórca Turricana podczas prac nad grą niewątpliwe inspirował się Metroidem od Nintendo z 1986 roku. Chciał stworzyć grę, w której eksploracja i strzelanie do wszystkiego, co się rusza na ekranie, były solidnym jej fundamentem. Główny bohater, uzbrojony po zęby cybernetyczny, bezimienny żołnierz ma za zadanie ocalić międzygalaktyczną kolonię Alterra spod panowania zbuntowanej sztucznej inteligencji pod postacią systemu MORGUL. Przemierzając trzynaście poziomów, podzielonych na pięć odrębnych sekcji, najeżonych pułapkami i wypełnionych czającymi się zza rogu mechanicznymi sługusami MORGULa, naszym celem będzie odnalezienie drogi do wieży, na której szczycie znajduje się zbuntowany tyran.
 
Manfred Trenz nie zaprzątał sobie głowy wymyślaniem nazw do swoich gier. Słowo Turrican znalazł w ... książce telefonicznej - jak kiedyś stwierdził: „zawsze zdobywam tytuły w ten sposób, w książkach telefonicznych jest mnóstwo dobrego materiału, nie musisz się nad tym głowić”. Tytuł innej jego gry (Katakis) również został wyciągnięty z książki telefonicznej - to słowo greckiego pochodzenia widniało jako nazwa restauracji.
 
Turrican - Poziom 1-3, Boss
Boss w lokacji 1-3 potrafi w najmniej spodziewanym momencie zbliżyć się i pozbawić Turricana cennej energii.

Każdy poziom stanowi labirynt zachęcający do eksploracji. Gracze, którzy uwielbiają czyścić mapę i zaglądać w każdy kąt wynagrodzeni zostaną dodatkowymi bonusami - najczęściej w postaci dopalaczy czy sporej ilości dodatkowych żyć, które dobrze zostały poukrywane. Poza dobrym refleksem pomagającym szybko rozprawić się z atakującymi niespodziewanie przeciwnikami przyda się również zręczność w pokonywaniu sekcji platformowych i ogromna dawka cierpliwości. Pierwsza odsłona Turricana jest bez wątpienia bardzo trudną grą, uosobieniem starej szkoły słynącej z bardzo podstępnych i brutalnych mechanik. Bezwzględni wrogowie wyskakujący nagle z krawędzi ekranu, niepozostawiający chwili na reakcję, czy źle wymierzony skok kończą się najczęściej stratą cennego życia. Jedyną skuteczną metodą na okiełznanie tego tytułu jest nauczenie się poziomów na pamięć lub skorzystanie z ułatwień, jakie przygotowali twórcy w ramach kompilacji Turrican Flashback, o których więcej w dalszej części tekstu. 
 
Turrican - Poziom 3-2
Poziom 3-2 najeżony jest działkami laserowymi, z których nie wszystkie da się zniszczyć.

Imponujący arsenał, jakim dysponuje wybawca galaktyki, odpowiednio użyty czyni rozgrywkę dużo łatwiejszą np. wystrzeliwany promień przypominający błyskawicę, który możemy obracać o 360 stopni staje się wręcz niezbędny gdy na ekranie robi się zbyt chaotycznie. Podobnie jak w Metroidzie możemy zamienić się w śmiercionośne koło koszące na swej drodze przeciwników i pozwalające protagoniście wcisnąć się w mniejsze szczeliny prowadzące zwykle do sekretnych pomieszczeń. Aktywowana fala energii zmiata z obu stron natarczywych wrogów, a rzucony granat skutecznie unieszkodliwia wszystko, co w danej chwili znajduje się na ekranie i chce zrobić nam krzywdę. Najmniej skuteczną i używaną przeze mnie bronią okazały się miny lądowe. Przy tak dynamicznej rozgrywce, gdzie nieustannie jesteśmy w ruchu, podkładanie ich nie miało większego sensu. Zauważyli to również twórcy i w kolejnych grach z serii ta broń już nie pojawiła się więcej w arsenale kosmicznego wojownika.
 
Turrican - Poziom 4-1 i Poziom 5-1
Czasami ucieczka pozostaje jedynym wyjściem. Po prawej wspinaczka na wieżę MORGULa.
 
Ciekawym urozmaiceniem rozgrywki są poziomy, w których Turrican lecąc dzięki plecakowi odrzutowemu, wycina w pień wszystko dookoła. Taka mała namiastka shmupa pozwala odpocząć na chwilę od labiryntów i eksploracji, skupiając się głównie na oczyszczaniu drogi z rojących się tu i ówdzie latających przeciwników. Istotnym elementem gry podnoszącym ciśnienie są starcia z bossami. Manfred Trenz wyłamuje się spod ogólnie przyjętych trendów, gdzie tacy ważni przeciwnicy muszą być zawsze umiejscowieni na końcu etapów. Pamiętam ten koszmar gdy pokonałem ogromną kreaturę w lokacji inspirowanej filmem „Obcy”. Myślałem, że za chwilę znajdę drogę do wyjścia, a tutaj trzeba było jeszcze się wspinać dalej i być maksymalnie skoncentrowanym. Będąc jeszcze przy tych trzech etapach, inspirowanych twórczością H.R. Gigera, odstają one od reszty gry w kwestii poziomu trudności. Mapa lokacji jest bardzo rozległa i łatwo tutaj nie tylko zginąć, ale i zabłądzić. Dodatkowym przeciwnikiem jest upływający czas, który jak się skończy, pozbawia gracza cennego życia. Podziemia Alterry to najbardziej frustrujący fragment w grze. Zabije Was tutaj wszystko, co się rusza. Trzeba uważać na otchłanie śmierci i spadające krople kwasu, które osłabiają zdrowie głównego bohatera – nawet platformy mają na sobie kolce, które w mig mogą uszczuplić pasek energii. Jednym słowem maskara dla nowicjuszy i wyzwanie dla weteranów gatunku. Na szczęście wspinanie się po wieży do upragnionego celu nie jest już tak koszmarne. Finałowy poziom ujął mnie epicką muzyką, zwiastującą,  że decydująca walka jest już blisko. Ciekawostką jest fakt, że poza finałowym bossem nie ma w tej lokacji ani jednego przeciwnika, ale za to musimy sobie wycinać w kamiennych płytkach drogę do ostatecznego starcia. Interesujące urozmaicenie rozgrywki pozwalające jednocześnie odpocząć Turricanowi od ciągłej eksterminacji wrogiej armii MORGULa.
 
Turrican - Poziom 4-3
Pokonanie tej bestii nie jest równoznaczne z zaliczeniem poziomu. Trzeba jeszcze się napocić, aby dotrzeć do upragnionego wyjścia.
 
Nie odkryję Ameryki jeśli napiszę, że gry 2D ładnie się starzeją i to potwierdza tytuł wyprodukowany w 1990 roku. Lokacje wciąż mają swój niepowtarzalny urok, postać głównego bohatera jest bardzo dobrze animowana, przeciwnicy są różnorodni, a ekran jest płynnie przewijany. Bossowie są sporych rozmiarów i nawet po 30 latach walka z nimi wciąż jest emocjonująca jak np. z wielką żarłoczną piranią w basenie. Przyjemnie jest też popatrzeć na poziomy przewijane w pionie, w których wykorzystany został efekt paralaksy, nadający im głębi. Muzyka to klasa sama w sobie. To niesamowite, ile Chris Hülsbeck był w stanie wycisnąć z Amigi, biorąc pod uwagę jej techniczne ograniczenia. Ścieżka dźwiękowa jest tak dobra, że warto zakupić ją oddzielnie. Polecam szczególnie Turrican Soundtrack Anthology – nowo zaaranżowane utwory z gry brzmią po prostu obłędnie. Każdy poziom ma swój chwytliwy motyw muzyczny, niewątpliwie potęgujący doznania z tym tytułem. 
 
Turrican - zamiana w koło zębate
Zamiana w koło zębate doskonale się sprawdza gdy chcemy ominąć niewygodnych przeciwników.
 
Turrican dla Nintendo Switch został wydany w ramach kompilacji Turrican Flashback, w której twórcy wprowadzili kilka pożądanych usprawnień przede wszystkim mających na celu złagodzenie poczucia frustracji w obcowaniu z tym tytułem. W odróżnieniu od pierwowzoru możemy zapisać stan gry w dowolnym momencie, przewinąć do tyłu fragment rozgrywki gdy niespodziewanie powinie nam się noga. Gdy te ułatwienia okażą się niewystarczające, to istnieje możliwość użycia kodów na zwiększenie ilości żyć i limitowanej broni. Fani retro powinni być ucieszeni z opcji pobawienia się różnymi filtrami graficznymi. Podobał mi się filtr emulujący ekran starych telewizorów CRT z zaokrąglonymi rogami. Dodatkowo nałożenie odpowiedniej maski skutecznie niweluje pikselozę na ekranie i możemy się poczuć, jakbyśmy doświadczali ten tytuł trzydzieści lat temu.
 
Turrican - Poziom 3-3
Jeden z moich ulubionych poziomów w grze - zakładam plecak odrzutowy i lecę!
 
Pierwsza część Turricana jako wprowadzenie do serii może okazać się bolesnym i frustrującym doświadczeniem. Bez wspomagaczy, o których wspomniałem wcześniej, jest naprawdę ciężko (a może to już skill nie ten, co kiedyś). Trzy życia i trzy kontynuacje na start sprawią, że będziecie podchodzić do tego tytułu kilka jak nie kilkanaście razy. Ociąganie się i zbaczanie z wyznaczonej drogi jest surowo karane poprzez upływający czas. Wysoki poziom trudności jest częściowo rekompensowany przez liczne, ale dobrze ukryte dodatkowe życia i bloki z dopałkami. Im więcej na początku gry zgromadzimy dodatkowych żyć, tym większą szansę będziemy mieli na przeżycie w lokacjach pod koniec gry, gdzie będziemy często ginąć. 
 
Bossowie w poziomach 2-1 i 2-2
Żarłoczna pirania i po prawej boss pilnujący wyjścia do następnego etapu.
 
Dla wszystkich tych, którzy tak jak ja spędzili cudowne chwile z Amigą, możliwość ogrania tego tytułu na współczesnych konsolach jest bezcenna. W trybie przenośnym Turrican wygląda naprawdę nieźle, a na dużym ekranie dzięki zastosowaniu odpowiednich filtrów możemy na chwilę zamienić nasz telewizor na stary model CRT. Pierwsza odsłona Turricana, chociaż jest najtrudniejszą i najmniej zbalansowaną z całej składanki Turrican Flashback to wciąż jest niesamowicie grywalną produkcją, z fantastycznie zaprojektowanymi poziomami. Za każdym razem gdy po raz kolejny siadam do tego tytułu, czuję tę samą magię, jak trzydzieści lat temu. Rozgrywka sprawia mi wciąż ogromną frajdę, co tylko potwierdza, że pomimo upływu lat ​​Turrican pozostaje niesamowitą grą.
 
Ocena:  8 / 10
Żaber poleca - pieczęć jakości
| Nintendo Switch
Deweloper: Factor 5 / Ratalaika Games
Wydawca: ININ
Plusy
  • Pomimo upływu lat nadal niesamowicie grywalny tytuł
  • Ciekawe projekty poziomów
  • Mnóstwo różnorodnych przeciwników do rozwałki
  • Emocjonujące walki z bossami
  • Bogaty arsenał broni do dyspozycji
  • 16-bitowa ścieżka dźwiękowa autorstwa Chrisa Hülsbecka
  • Wysoki poziom trudności
  • Opcja zapisu stanu rozgrywki w dowolnym momencie 
  • Możliwość dostosowania sterowania do swoich preferencji
  • Dostępne opcje nałożenia różnych filtrów graficznych dla fanów retro
Minusy
  • Momentami potrafi być bardzo frustrująca
  • Brak jakiejkolwiek zawartości dodatkowej 

0 Komentarze

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz (0)

Nowsza Starsza