Jest wiele powodów, dla których w bibliotece szesnastobitowej konsoli Mega Drive nie uświadczycie dużego wyboru gier z gatunków przygodowych i RPG. Myślę, że najważniejszym z nich było pozycjonowanie przez SEGĘ tego sprzętu pod zręcznościowe produkcje rodem z salonów gier, nastawione głównie na akcję. Dodatkowo słaby marketing i ograniczone nakłady przyczyniły się do tego, że takie rzadkie i godne uwagi tytuły szybko zostały zapomniane przez graczy. Podobny los spotkał produkcję kojarzącą się na pierwszy rzut oka z klasycznymi odsłonami serii The Legend of Zelda.
Crusader of Centy, gra z gatunku action-adventure wydana również w Europie jako Soleil miała swoją premierę na zachodzie w niezbyt sprzyjającym okresie. Konsola Mega Drive w 1995 roku powoli kończyła swój żywot, a SEGA skupiła się na następnej generacji, próbując jednocześnie podtrzymać przy życiu 16-bitowy sprzęt poprzez wypuszczenie przystawki 32X rozszerzającej jego możliwości techniczne. Nie dziwi zatem fakt, że amerykański wydawca gry, Atlus zdecydował się na ograniczony nakład, przez co wielu graczom ten tytuł najzwyczajniej umknął uwadze, a szkoda, bo zarówno pod względem rozgrywki, jak i historii to całkiem interesująca i wyróżniająca się z tłumu pozycja.
Na pierwszy rzut oka rozgrywka przywołuje klasyczne Zeldy, ale twórcy dali wystarczająco dużo od siebie, aby Crusader of Centy wyróżniał się z tłumu.
Już na samym początku chcąc nie chcąc, nie da się oprzeć wrażeniu, że dzieło studia Nextech to wypisz wymaluj klon Zeldy, przynajmniej w aspekcie wizualnym. Pod względem rozgrywki również da się zauważyć wiele podobieństw. Główny bohater podobnie jak Link wycina ochoczo swoim mieczem trawę, w której mogą być ukryte różne przydatne znajdźki. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bo twórcy zrobili wystarczająco dużo, aby nadać Crusader of Centy własną tożsamość.
W grze czeka na Was mnóstwo zagadek do rozwiązania. Sporo z nich będzie wymagało ułożenia kamiennych bloków w taki sposób, aby utorować sobie drogę do wyjścia.
Zacznijmy od historii – ta rozkręca się powoli i bez większych niespodzianek. Protagonista, młody chłopiec, któremu nadajemy imię tuż przed rozpoczęciem gry, obchodzi swoje czternaste urodziny – to szczególna chwila dla naszego bohatera bowiem w tym wieku zgodnie z tradycją otrzymuje miecz i tarczę. Zanim jednak stanie się pełnoprawnym wojownikiem będzie musiał złożyć wizytę królowi, aby ten z kolei oficjalnie wysłał go na szkolenie, stanowiące jednocześnie wprowadzenie do mechanik, jakimi rządzi się rozgrywka.
Zgodnie z tradycją każdy czternastolatek zostaje wysłany przez samego króla na szkolenie, po którym stanie się prawdziwym wojownikiem, zdolnym obronić miasto przed panoszącymi się potworami.
W międzyczasie świeżo upieczony poszukiwacz przygód odwiedza różne miejsca w miasteczku Soleil i jego okolicach. Prędzej czy później spotka na swojej drodze tajemniczego wróżbitę, który odbiera mu zdolność komunikowania się z ludźmi, ale za to może rozmawiać ze zwierzętami i potworami. Od tego momentu fabuła nabiera tempa, równocześnie zmieniając perspektywę postrzegania świata przez głównego bohatera. Ten zwrot fabularny jest także pretekstem do zastanowienia się nad sensem konfliktu ludzie kontra potwory. W dalszej części gry coraz wyraźniej poddawana jest wątpliwości zła natura potworów, a młody protagonista będzie miał nawet okazję osobiście się przekonać, jak to jest być po tej drugiej stronie barykady. Przyznam, że w grach nie często porusza się takie kwestie, co czyni samą historię wyjątkową i wartą poznania. Nie zabraknie w niej na pewno poruszających momentów, chociaż ostatecznie wydała mi się trochę dziwna i miejscami niezrozumiała.
Podjęcie przez twórców tematu postrzegania świata z perspektywy potworów z pewnością wyróżnia Crusader of Centy na tle innych produkcji z gatunku action-adventure.
Unikalna zdolność bohatera, jaką jest komunikacja ze zwierzętami, bardzo dobrze zazębia się z rozgrywką. Wyobraźcie sobie, że zamiast różnych przedmiotów i broni kolekcjonujemy w naszym ekwipunku tylko zwierzaki dysponujące różnymi talentami i umiejętnościami. Jednocześnie możemy aktywować dwóch takich pomocników, a ich niektóre kombinacje tworzą przydatne w rozgrywce efekty. W tym momencie chciałbym wspomnieć o całkiem zabawnym sposobie zdobycia geparda, z którym musimy wygrać wyścig. Uwielbiam takie minigry urozmaicające rozgrywkę, ale najbardziej rozbawił mnie fakt, że za pewną kwotę pieniędzy przeciwnik jest skory do ułatwienia nam zadania.
Warto wziąć udział w wyścigu z gepardem, bo w nagrodę będziemy mogli zabrać ze sobą tego niezwykle przydatnego zwierzaka.
Łącznie jest 16 różnych zwierząt do przygarnięcia, a dobra znajomość ich umiejętności jest niezbędna w walce z bossami czy w rozwiązaniu niektórych zagadek np. dzięki wiewiórce możemy rzucić mieczem, który odbijając się od ścian, aktywuje niedostępny przełącznik. Dinozaur pomoże nam przeprawić się przez wodę czy rozległe obszary wypełnione kolcami. Niektóre ze zwierząt takie jak pingwin, czy lew potrafią ulepszyć miecz bohatera, wzbogacając go o magiczne ataki, co przydaje się szczególnie podczas starć z bossami, np. w lodowym zamku spotkamy przypominającego wielkiego żelka przeciwnika, który jest podatny na magiczne ataki lodowego lub ognistego miecza w zależności od tego, jakim żywiołem będzie w danej chwili. Cała ta różnorodność umiejętności i ich kombinacji jest tym, co czyni rozgrywkę niezwykle urozmaiconą i angażującą do tego stopnia, że szybko zapomnicie o fabule, skupiając się bardziej na eksploracji i rozwiązywaniu zagadek, korzystając często z nieocenionej pomocy zwierzęcych kumpli.
Maldra, przebiegły boss, który dzięki ogromnej tarczy jest w stanie z łatwością parować ataki mieczem. Nie jest łatwo go zmylić.
Crusader Of Centy już od pierwszych chwil urzeka kolorową oprawą graficzną, a widok z góry natychmiast nasuwa skojarzenia z klasycznymi przygodami Linka. W dalszej części gry odwiedzimy bardziej mroczne i niebezpieczne lokacje i raczej nie będziemy narzekać na brak różnorodności w kwestii eksploracji. W grze zaimplementowano bardzo wygodny system umożliwiający szybkie przemieszczanie się na mapie świata pomiędzy odkrytymi już lokacjami. Odwiedzimy skąpany w lawie wulkan, a piasek będzie wiał nam w oczy podczas pobytu na rozległej pustyni. Jeśli dobrze poszukacie, to na jednej z plaż spotkacie Sonica wypoczywającego na zasłużonym urlopie. Bardzo podobały mi się niektóre efekty graficzne, takie jak np. nakładanie się dodatkowej warstwy drzew w obszarach leśnych co sprawia, że w niektórych miejscach gra wygląda po prostu przepięknie. Dbałość grafików o detale przejawia się również w niektórych klimatycznych sceneriach jak np. podczas walki z ośmiornicą w oświetlonej blaskiem księżyca jaskini. Dodajmy do tego takie szczegóły jak pozostawianie śladów na piasku czy efekt silnego wiatru. Wszystko to razem sprawia, że mamy do czynienia z jedną z najładniej wyglądających produkcji, jakie ukazały się na Mega Drive. Ścieżka dźwiękowa wyróżnia się kilkoma wpadającymi w ucho utworami, ale nie jest to ta sama liga co Landstalker czy wspomniana już Zelda. Na szczęście żadna z kompozycji nie irytuje podczas rozgrywki, ale też jakoś szczególnie nie wybija się ponad przeciętność.
Większość graczy powinna ukończyć Crusader Of Centy w ciągu około 8-10 godzin w zależności od tego, czy będzie sobie zaprzątać głowę odkrywaniem sekretów, głównie w postaci poukrywanych, zwiększających pasek energii złotych jabłek. W grze nie uświadczycie dużej ilości misji pobocznych, a przez większą jej część progresja jest liniowa. Chociaż mapa świata może na początku wydawać się rozległa, to poszczególne lokacje nie są ogromne i raczej trudno w nich się zgubić.
Przechadzając się po świątyni możemy delektować się widokiem na otaczającą ją bezkresną pustynię Camellia.
Przejdźmy teraz do rzeczy, które nie do końca wyszły twórcom, przez co po części również mogły przyczynić się one do tego, że dziś mało kto o tej grze pamięta. Po pierwsze, całkiem oryginalny pomysł na historię ma w sobie potencjał, który niestety został jednak zmarnowany przez kiepskie tłumaczenie i niejasną, pełną dziur fabułę. Dialogi z NPC są często zdawkowe i w wielu sytuacjach tak naprawdę nie miałem pojęcia, o co tak naprawdę im chodziło. Efekt jest taki, że z czasem przestajemy śledzić historię, skupiając się raczej tylko na samej rozgrywce. Fabuła ma swoje momenty pod koniec gry, ale to wciąż za mało, aby uznać ją za wybitną. Sporo do życzenia pozostawia również toporne i niezbyt precyzyjne sterowanie. Przy starciach z bliskiej odległości zamach mieczem nie zawsze zadaje obrażenia, podobne trudności miałem z wycinaniem trawy co ewidentnie wskazuje na problemy z detekcją trafień. Chociaż łamigłówek uświadczymy tutaj mnóstwo, to są one powtarzalne i w większości proste do rozwiązania, podobnie jak starcia z bossami, które nawet pod koniec gry nie stanowią większego wyzwania. Po ukończeniu Crusader of Centy odniosłem wrażenie, że jest to produkcja adresowana raczej do młodszego odbiorcy, albo osób, które chcą łagodnie wejść w gatunek przygodowych gier akcji, co w takim przypadku nie musi być akurat wadą gry.
W starciu z ośmiornicą lepiej zachować dystans i próbować celnie cisnąć w nią mieczem.
Na Switchu możemy ograć ten tytuł dzięki usłudze Nintendo Switch Online z wykupionym dodatkowo rozszerzeniem (Expansion Pack) odblokowującym dostęp do gier z biblioteki Mega Drive. Do samej emulacji nie mam żadnych zastrzeżeń. Jedyne czego mi zabrakło to europejska anglojęzyczna wersja gry (Soleil), która według wielu graczy ma lepsze tłumaczenie w stosunku do amerykańskiego wydania.
Nawet silny wiatr i zgraja uporczywych ślimaków nie są w stanie przeszkodzić młodemu wojownikowi w jego niezwykłej podróży.
Crusader of Centy pomimo swoich wad okazała się przyjemną przygodą pozwalającą spojrzeć na świat z perspektywy zwierząt i potworów, z którymi człowiek żyje w nieustannym konflikcie. Podoba mi się zwrot fabularny, w którym główny bohater traci zdolność komunikowania się z ludźmi i może rozmawiać tylko ze zwierzętami i roślinami. Ta kluczowa zmiana przenosi rozgrywkę na zupełnie inny poziom, co w połączeniu z koncepcją opartą na pozyskiwaniu zwierzęcych towarzyszy, pomagających głównemu bohaterowi w pokonywaniu rozmaitych przeciwności czyni tę pozycję wyjątkową nie tylko w bibliotece Mega Drive, ale i w samym gatunku przygodowych gier akcji. Myślę, że choćby tylko z tego powodu warto dać jej szansę, przy okazji całkiem nieźle się bawiąc w tym bajkowym i kolorowym świecie.
Ocena: 7.5 / 10
| Nintendo SwitchDeweloper: NextechWydawca: Atlus
Plusy
- Oryginalny i intrygujący pomysł na historię
- Mechanika rozgrywki polegająca na wykorzystywaniu i łączeniu umiejętności zwierzęcych pomocników
- Różnorodne lokacje
- Kolorowa, przyciągająca wzrok detalami oprawa wizualna
- Wygodna eksploracja dzięki systemowi szybkiej podróży na mapie świata
- Możliwość zapisu stanu gry w dowolnym momencie
Minusy
- Słabe tłumaczenie i mgliste, zdawkowe dialogi wpływające negatywnie na spójność całej historii
- Sterowanie i problemy z wykrywaniem trafień
- Chociaż zagadek jest mnóstwo, to po pewnym czasie odczuwalna jest ich powtarzalność
- Brak do wyboru europejskiej, anglojęzycznej wersji gry (Soleil) w subskrypcji Nintendo Switch Online + Expansion Pack











Prześlij komentarz