Często mówi się, że najważniejsze jest pierwsze wrażenie, a w przypadku gier może to mieć decydujący wpływ na to, czy będziemy chcieli poświęcić danej produkcji swój cenny czas. Nie zawsze jest tak, że na początku zaiskrzy, a wręcz przeciwnie – zniechęcenie i rozczarowanie może wziąć górę, ale gdy pojawia się to „coś”, co powoduje, że jednak nie możecie oderwać się od ekranu, to może warto dać takiemu tytułowi szansę?
Moje początki z El Viento nie były usłane różami. Pomimo że jestem wielkim fanem retro i japońskich produkcji, to tytuł od studia Wolf Team nie zrobił na mnie pozytywnego pierwszego wrażenia. Nie dziwię się, że nawet o nim nie słyszałem, będąc niegdyś posiadaczem 16-bitowej konsoli od SEGI. Podejrzewam, że dziś mało kto kojarzy tę produkcję z Mega Drive, bo najzwyczajniej z wielu powodów została zapomniana. Z drugiej strony trzeba bez owijania w bawełnę podkreślić, że nie jest to gra dla każdego. Pod tą skorupą tandety i niedopracowania kryje się całkiem niezła platformówka nastawiona na akcję, ale aby to dostrzec, trzeba poświęcić jej trochę czasu i cieszę się, że udało mi się coś dobrego z niej wyłuskać.
Osadzenie fabuły El Viento w 1928 roku gdzie gangsterska rzeczywistość przeplata się ze światem demonów stanowi całkiem intrygujące połączenie.
Renovation, założony w 1989 roku amerykański oddział prężnie rozwijającego się japońskiego wydawcy Telenet Japan nie próżnował, umożliwiając zachodnim graczom poznanie nietuzinkowych produkcji z Kraju Kwitnącej Wiśni. O ile taka seria jak Valis była w miarę rozpoznawalna to innym tytułom nie udało się wybić z bardzo prostego powodu. Nie mogły one konkurować z wielkimi hitami wydawanymi wówczas na Mega Drive, Mega CD czy Super Nintendo. Po prostu zabrakło im ostatnich szlifów tu i tam, co odbiło się na ich jakości, ale nie oznacza to, że te gry były kompletnymi crapami. Podobny los spotkał El Viento, a szkoda, bo niewiele brakowało, aby ta pozycja mogła cieszyć się większym uznaniem wśród graczy.
She's Like The Wind
Earnest Evans pojawia się w jednej ze scenek przerywnikowych, dodając Annet otuchy.
El Viento jest drugim tytułem wchodzącym w skład trylogii Earnest Evans. Swoją drogą kolekcja gier z tej serii miała swoją premierę na zachodzie 16 stycznia 2026 roku, więc posiadacze PlayStation 4, PlayStation 5, Switcha i PC (Steam) mogą również ograć tę pozycję na swoich sprzętach. Główną bohaterką gry jest zielonowłosa Annet próbująca powstrzymać niebezpieczną religijną sektę przed przywołaniem potężnego demona Hastura. Fabuła, choć może wydawać się na początku kiczowata i infantylna ma jednak w sobie niepowtarzalny urok starszych anime i być może był to jeden z tych aspektów tej produkcji, który skutecznie z czasem mnie do niej przekonał. Podobnie jak w grach z serii Valis, tak i w El Viento jesteśmy uraczeni scenkami rodem z anime pomiędzy etapami. Przerywniki na ośmiocalowym ekranie automatu Evercade Alpha prezentują się całkiem imponująco, oddając specyficzny klimat japońskich produkcji z tamtego okresu.
W dalszych poziomach, aby przetrwać, trzeba umiejętnie wykorzystać magiczne zdolności Annet.
Rozgrywka jest bardzo dynamiczna, co jest jedną z największych zalet tego tytułu. Annet niczym tytułowy Wiatr mknie szybko przed siebie, rozprawiając się po drodze z natarczywymi przeciwnikami. Główną bronią protagonistki są bumerangi, ale nie obce są jej także magiczne zaklęcia, które stopniowo zdobywa w kolejnych etapach. Poszerzanie arsenału magicznych zdolności wiąże się z odpowiednim jego wykorzystaniem. Podoba mi się to, że twórcy zachęcają gracza do eksperymentowania z magią, aby ten przekonał się jakie zaklęcie sprawdzi się najlepiej w danej sytuacji. El Viento często będzie wymagać od Was sprytu i szybkiej reakcji, szczególnie w poziomach nastawionych na błyskawiczne przejście bez oglądania się za siebie, ale są też sekcje, w których dla odmiany trzeba na chwilę zwolnić, wykańczając krok po kroku frustrujących wrogów.
Lata dwudzieste, mafia i potwory
Szef mafii Vincente DeMarco pozostaje nieugięty na błagania Annet, trzymając stronę bezwzględnej sekty religijnej.
Twórcom nie można odmówić kreatywności w kwestii projektów poziomów, w których położono głównie nacisk na to, aby gracz dostosował swój styl gry do otoczenia. Czasami będziemy musieli stawić czoła hordom natrętnych potworów, aby za chwilę skupić się tylko na unikaniu pułapek np. w postaci uszczuplających cenną energię kolców na pokładzie ogromnego tankowca. Nie zabraknie sekcji, w których trzeba będzie wykazać się zręcznością w skakaniu po platformach, sprawnym poruszaniu się po taśmociągach czy nawet utrzymaniu się na grzbiecie płynącego delfina, walcząc jednocześnie z olbrzymimi ośmiornicami. Taka różnorodność sprawia, że w El Viento nie ma miejsca na nudę, a każdy kolejny poziom kryje w sobie mnóstwo urozmaiceń i nowe wyzwania.
Lokacje w El Viento są bardzo zróżnicowane, nawet w obrębie jednego poziomu sceneria często się zmienia, prowadząc Annet do coraz mroczniejszych i niezwykłych miejsc.
Interesująco prezentuje się fabularna otoczka mająca istotny wpływ na rozgrywkę i towarzyszącą jej atmosferę. Akcja gry ma miejsce w Ameryce w latach dwudziestych XX wieku, co już samo w sobie w pewien sposób wyróżnia ten tytuł. Na początku musimy rozprawić się z gangsterami pracującymi dla tajemniczego Vincente DeMarco, zamieszanego w podejrzane interesy z niebezpieczną sektą. Szybko jednak zorientujecie się, że klimat gry skręca w stronę bardziej surrealistyczną i oderwaną od rzeczywistości, co ma swoje odzwierciedlenie w przeciwnikach bardziej przypominających potwory z horrorów czy z bujnej wyobraźni twórców niż realia lat dwudziestych.
Ten wiatr nie wróży niczego dobrego.
Czarodziejka Restiana podobnie jak Annet spokrewniona jest z Hasturem,
ale w przeciwieństwie do zielonowłosej heroiny pragnie za wszelką cenę wskrzesić potężnego demona.
Przyjemność z gry popsuł mi w pewnym momencie coraz bardziej odczuwalny nierówny poziom trudności. O ile na początku nie miałem z tym żadnych problemów, to w dalszych etapach zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Gra zmieniała się z trudnej w bardzo łatwą, aby następnie znowu stać się irytującym koszmarem, np. poziomy szósty i siódmy okazały się niespodziewanie bardzo krótkie i banalnie proste w porównaniu do poprzednich, ale zaraz po nich w ostatnim etapie doświadczamy frustracji w postaci upierdliwych, nieustannie odradzających się, żółtych nietoperzy, które potrafią zamęczyć na śmierć, nie dając ani chwili wytchnienia. Twórcom jednak to nie wystarczyło, aby skutecznie zniechęcić gracza do swojej produkcji. Dodali jeszcze takie atrakcje jak ślepe zaułki, przełączniki i windy. Nie wspominając już o tym, że mamy tylko jedno życie, a pasek energii bardzo szybko się kurczy. Dyskusyjna jest dla mnie ograniczona liczba kontynuacji – zginiecie trzy razy i zaczynacie całą grę od nowa. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie kodów do poszczególnych poziomów, jak to zrobiono np. w Super Castlevanii IV, swoją drogą wydanej w tym samym roku co El Viento. Rozgrywki także nie ułatwia sposób wybierania magicznych zdolności poprzez przytrzymanie i puszczenie w odpowiednim momencie przycisku. Jest to nieintuicyjne i zawodzi w ferworze walki. Przy dobrej znajomości poziomów całość można przejść mniej więcej w godzinę, ale najpierw sporo czasu zajmie Wam nauczenie się jak szybko rozprawić się z poszczególnymi przeciwnikami i bossami. Jeśli już przy bossach jesteśmy, o ile podobają mi się ich zróżnicowane projekty, to żaden z nich Was niczym nie zaskoczy, a niektórzy są banalnie łatwi, nawet finałowa walka nie zrobiła na mnie dużego wrażenia.
Twórcom nie można odmówić kreatywności, jeśli chodzi o projekty bossów. Niestety większość z nich podczas walki niczym szczególnym Was nie zaskoczy.
Pod względem oprawy graficznej El Viento niczym szczególnym się nie wyróżnia na tle innych gier wydanych na początku lat dziewięćdziesiątych na Mega Drive. Nie podobały mi się eksplozje i efekty rozpryskiwanej wody wyglądające jakby gra była zbugowana. Z szesnastobitowej konsoli od SEGI da się wycisnąć znacznie więcej. Moją uwagę zwróciło też dziwne formatowanie tekstu podczas scenek przerywnikowych – taki mały szczegół, a mógłby zostać łatwo poprawiony. Muzykę do gry napisał Motoi Sakuraba znany ze ścieżek dźwiękowych do takich gier jak Star Ocean, Valkyrie Profile czy serii Tales. Pomimo że żaden z utworów nie zapadł mi szczególnie w pamięci, to ich brzmienie i dynamika bardzo dobrze podkreślają szybkie tempo gry. Być może pracę Sakuraby doceniłbym bardziej, gdyby nie te okropnie brzmiące efekty dźwiękowe eksplozji czy obrażeń odniesionych przez Annet.
Nie pytajcie mnie co tu robi ta ogromna rozpikselowana ośmiornica. W El Viento takie szaleństwa to norma.
Przygody zielonowłosej bohaterki mogłyby być całkiem niezłą, szybką platformówką nastawioną na akcję, gdyby gruntownie przetestowano tę produkcję przed premierą. Nie jest to zła gra, ale definitywnie zabrakło ostatnich szlifów w wielu aspektach, co ostatecznie przełożyło się na mieszane odczucia podczas rozgrywki. Wygląda mi to na pośpiech podczas produkcji, biorąc pod uwagę skopany balans poziomu trudności w trzech ostatnich etapach, a także pozostawiającą sporo do życzenia optymalizację gry – przy dużej ilości przeciwników na ekranie zdarzają się odczuwalne spadki płynności. Z drugiej strony dzięki szybkiemu tempu akcji i kreatywności w kwestii projektów poziomów, gra mnie na tyle wciągnęła, że dotrwałem do końca. Nietuzinkowe projekty bossów i inne dziwne, często zwariowane pomysły ekipy z japońskiego studia Wolf Team sprawiają, że warto zainteresować się tą pozycją, tym bardziej, jeśli macie sentyment do starszych anime.
Nie da się ukryć, że El Viento traci na jakości w ostatnich trzech poziomach, co ostatecznie przełożyło się na największą wadę gry, jaką jest nierówny poziom trudności.
El Viento z pewnością można wiele zarzucić, ale nie można odmówić tej grze specyficznego klimatu, jaki obecny jest w wielu japońskich produkcjach z tamtego okresu. Jeśli poświęcicie jej odpowiednio dużo czasu, to być może wśród tych wielu niedociągnięć dostrzeżecie coś pozytywnego, warte tego, aby dać Annet szansę.
Ocena: 7 / 10
| EvercadeDeweloper: Wolf TeamWydawca: Renovation Products
Plusy
- Różnorodne i pomysłowo zaprojektowane poziomy pełne urozmaiconych wyzwań
- Szybkie tempo rozgrywki nastawione na akcję
- Poleganie na umiejętnym wykorzystaniu magicznych zdolności Annet
- Scenki przerywnikowe w stylu anime
- Energiczna ścieżka dźwiękowa autorstwa Motoi Sakuraby
- Interesujące osadzenie fabuły w 1928 roku z gangsterami, demonami i religijną sektą
- Pomysłowe projekty bossów...
Minusy
- ... z których większość nie stanowi większego wyzwania
- Nierówny poziom trudności
- Okazjonalnie odczuwalne spadki płynności
- Niezbyt intuicyjne przełączanie się pomiędzy magicznymi zaklęciami
- Irytujące i okropnie brzmiące efekty dźwiękowe
- Niektóre efekty graficzne takie jak np. eksplozje nie tylko wyglądają kiepsko, ale i znacznie pogarszają widoczność
- Jeśli jest jakiś powód, aby znienawidzić El Viento, to jest nim ostatni etap










Prześlij komentarz