Jaskiniowiec nie ma lekko. Nie dość, że każdy jego dzień sprowadza się do nieustannej walki o przetrwanie, to jeszcze musi zatroszczyć się o swoją kobietę, którą w każdej chwili może mu odbić maczugą jakiś nieokrzesany neandertalczyk. Dodajmy do tego grasujące w pobliżu dzikie bestie, czyhające na okazję, aby schwytać niczemu winną przedstawicielkę płci pięknej. Joe i Mac uzbrojeni w maczugi wracają tym razem w arkadowej odsłonie prehistorycznej platformówki, a ja bez wahania przeniosłem się do ich czasów. Ktoś musi przecież pomóc im ocalić te jaskiniowe kobiety, paradujące beztrosko w skąpym wdzianku ze skóry lamparta.
Joe & Mac Returns to jedna z wielu tzw. jednoekranowych platformówek, jakie były niezwykle popularne na przełomie lat 80 i 90. Jeśli graliście w Bubble Bobble, Snow Bros czy Rod Land to dobrze wiecie czego się spodziewać. Rozgrywka w tego typu grach zwykle sprowadza się do tego, aby oczyścić cały obszar z panoszących się tu i ówdzie przeciwników, co jest równoznaczne z przejściem do kolejnego poziomu. Złośliwi mogą zapytać, po co nam kolejna gra, która znacząco nie rozwija rozgrywki w żaden sposób w porównaniu do wspomnianych tytułów? Tak naprawdę to samo można powiedzieć np. o wielu chodzonych bijatykach, które, pomimo że wzorowane są na kultowym Final Fight, to nadal mogą sprawiać dużo frajdy. Podobnie jest z Joe & Mac Returns, chociaż ten tytuł nie sili się na to, aby wyróżnić się z tłumu, to muszę przyznać, że bawiłem się z nim całkiem nieźle.
Rozgrywka solidna jak kamień
W każdej lokacji główni bohaterowie spotkają damy w opałach, które w zamian za uratowanie obdarzą ich soczystymi owocami.
Na początku wydawać by się mogło, że gra nie stanowi większego wyzwania – czy aby na pewno jest to tytuł zaprojektowany pod automaty, który z założenia miał pożerać jak największą ilość monet? Szybko jednak przekonacie się, że poziom trudności poszybuje mocno w górę w kolejnych, bardziej wymagających lokacjach, a tych mamy w sumie siedem. Każda z nich ma swój własny zestaw poziomów pełen różnorodnych wrogów do pokonania. Scenerie tematycznie nawiązują do wcześniejszych gier z dwoma sympatycznymi jaskiniowcami w roli głównej. Odwiedzimy ponownie bujną dżunglę, lodowe jaskinie, a także będziemy mieli okazję eksplorować prehistoryczny podwodny świat.
W głębinach oceanu spotkamy mnóstwo natarczywych Amonitów, które można ogłuszyć i wykorzystać w starciu Mozazaurem.
Zwieńczeniem każdej lokacji jest konfrontacja z potężnym bossem, charakterystycznym dla prehistorycznych czasów. W dżungli zmierzymy się z Triceratopsem, a pod wodą będziemy walczyć z ogromnym Mozazaurem – podobno największe okazy mogły osiągać ponad 17,5 m długości! Nie mogło także zabraknąć kultowego Tyranozaura czy latającego Pterodaktyla. Miłośnicy dinozaurów z pewnością będą mieli sporo zabawy, podziwiając swoich ulubieńców w akcji.
Tyranozaur jest ogromny i wygląda groźnie, ale z drugiej strony łatwo jest go trafić.
Regularnych przeciwników najpierw musimy ogłuszyć solidnym uderzeniem maczugą, aby następnie włożyć ich do worka i celnie cisnąć takim pakunkiem w pozostałych na ekranie napastników. Joe i Mac mogą w ten sposób zebrać kilku wrogów naraz, co pozwala wykonać atak tzw. wielką kulą zdolną pozbyć się za jednym zamachem kilku wrogów. W dalszych etapach oponenci są coraz bardziej podstępni, atakując zwykle znienacka czy próbując zaskoczyć nas z dystansu. Dodatkowo pojawiają się utrudnienia w postaci namiotów (gniazd), z których wykluwają się nieustannie wrogowie – najlepiej zniszczyć je jak najszybciej, co pozwoli szybko zmniejszyć przewagę liczebną przeciwnika. Pod wodą trzeba uważać również na zabójcze rośliny, a na lądzie w ferworze walki można niechcący wdepnąć w rozpalone ognisko. W każdej lokacji prędzej czy później spotkamy porwane dziewczyny, które w zamian za uratowanie odwdzięczą nam się w naturze... tzn. soczystymi owocami znacząco zwiększającymi nasz dorobek punktowy.
Prehistoryczne krajobrazy i jaskiniowe brzmienia
Joe i Mac mogą ogłuszyć swoimi maczugami kilku przeciwników naraz i zapakować ich następnie do wielkiego worka, który z kolei posłuży jako potężna broń w celu odparcia ataków pozostałych regularnych wrogów czy bossów.
Joe & Mac Returns
jako tytuł mający już ponad trzydzieści lat na karku zachwycił mnie
bardzo kolorową i wyrazistą oprawą wizualną. Urocze projekty postaci i
ich płynne, często humorystyczne animacje sprawiły, że za każdym razem
wracam do tej gry z ogromną przyjemnością. Na ekranie Evercade Alpha
gra prezentuje się przepięknie, a każda z siedmiu lokacji ma swój
nostalgiczny urok – coś, co sprawia, że nie bez powodu tęsknimy za tymi
starszymi dwuwymiarowymi i kolorowymi produkcjami. Bardzo podobały mi
się dopracowane projekty bossów zajmujących często sporą część ekranu.
Prehistoryczny klimat podkręca muzyka, w której nie mogło
zabraknąć dźwięków bębnów i rytmicznych, bojowych plemiennych okrzyków. W
rezultacie otrzymaliśmy tryskającą energią produkcję, w której da się
wyraźnie wyczuć lekką i beztroską atmosferę.
Specyficzne poczucie humoru
japońskich twórców daje o sobie znać w zabawnych scenkach
przerywnikowych ze skąpo odzianymi jaskiniowymi pięknościami (czasami
nawet bez odzienia), co również znacząco podkreśla komediowy charakter
tej produkcji.
Między nami jaskiniowcami
Miłośnicy prehistorycznych klimatów, którzy mają ochotę zagrać w coś odmóżdżającego ze sporą dawką humoru, na pewno spędzą z tą produkcją wiele przyjemnych chwil. Dodatkowo automat Evercade Alpha umożliwia zabawę w kooperacji dzięki możliwości podłączenia zewnętrznego kontrolera do drugiego portu USB. Rozgrywka jest solidna i stanowi spore wyzwanie, szczególnie w późniejszych etapach. Szybkie podejmowanie decyzji i małpia zręczność są tutaj cechami mile widzianymi, bo z czasem liczba wrogów na ekranie potrafi przytłoczyć, a układ rozmieszczonych platform znacząco ogranicza drogę ucieczki.
Joe & Mac Returns to idealny tytuł nadający się na szybkie arkadowe sesje, który z założenia ma dostarczyć masę niezobowiązującej rozrywki i robi to kapitalnie. Zadowoleni powinni być również gracze spragnieni wyzwań i pogoni za biciem rekordów punktowych. Chwytajcie więc maczugi w dłoń i pokażcie tym panoszącym się dinozaurom, że lepiej nie zadzierać z tytułowym duetem zwariowanych jaskiniowców.








Prześlij komentarz