Przemykając codziennie ulicami naszych miast, czy to w drodze do pracy, czy choćby po przysłowiowe bułki do sklepu, nie dostrzegamy tych niezwykłych miejsc kryjących w sobie dawno już zapomniane tajemnice. Kto by pomyślał, że niepozorna tytułowa brama na ulicy Żeromskiego w Radomiu otworzy zupełnie nowy rozdział w życiu dobrze zapowiadającego się młodego projektanta. Czy będzie on tego chciał, czy nie, jak za dotknięciem magicznej różdżki (a może bardziej trafnie za pociągnięciem jego nieodłącznego ołówka) znajdzie się pośrodku szeroko zakrojonej intrygi.
Nic nie wskazywało na to, że niewinne spotkanie z ponętną „nieosiągalną” nieznajomą w barze przypieczętowane upojną nocą rzuci Jurka, głównego bohatera w wir nie do końca zrozumiałych dla niego sytuacji. Dodajmy do tego konstrukcję scenariusza opartą o dwie płaszczyzny chronologiczne i już robi się ciekawie, tym bardziej że zajrzymy do moich ulubionych lat osiemdziesiątych, które dzisiejsi czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie uwielbiają wspominać z nostalgią. Tyle i aż tyle musicie wiedzieć na początek. Każde kolejne pojedyncze słowo nawiązujące do fabuły może otrzeć się o spoilery, a w przypadku takiego komiksu, jakim jest Brama na Żeromskiego — wierzcie mi lub nie, ale niezwykle trudno jest odpowiedzieć nawet na tak proste pytanie, o czym opowiada pierwszy tom tej wciągającej opowieści, nie zdradzając całej związanej z nią tajemnicy.
„Nieosiągalna” niespodziewanie pojawia się w życiu młodego projektanta, wywracając je do góry nogami.
Sposób, w jaki autor na stronach komiksu przedstawia przed czytelnikiem kolejne wydarzenia, przypomina nieco oglądanie serialu, w którym napięcie budowane jest stopniowo, eksponując raczej na pierwszym planie tajemnicę związaną z tytułową bramą i relacje między dwójką głównych bohaterów niż mrożące krew w żyłach sceny akcji, chociaż tych w kluczowych momentach fabuły nie brakuje. Bardzo cieszą wplecione nawiązania do popkultury – czy są na sali fani Pet Shop Boys i Kombi? Podoba mi się również zgrabnie przemycona osobista refleksja autora na temat smutnej, otaczającej nas rzeczywistości – w jednej ze scen widzimy dwie kobiety idące razem, jednak są one zbyt pochłonięte wpatrywaniem się w ekrany swoich smartfonów, aby zamienić ze sobą choćby jedno słowo. Komiks ma wiele swoich „momentów”. W pamięci utknęła mi iście filmowa scena, w której Jurek z wrodzoną gracją zrzuca kapelusz i następnie płaszcz, kierując się w stronę swojego przeznaczenia, Bramy na Żeromskiego.
Nie ukrywam, że jeszcze przed ukazaniem się komiksu bardzo przypadła mi do gustu kreska Piotrka. Jak to w życiu bywa, pewnego dnia całkiem przypadkiem (a może i nie) wyświetlił mi się post na Facebooku autora z zapytaniem o ocenę jego przykładowych prac. Rysunki tak mi się spodobały, że trzymałem kciuki za to, aby projekt się powiódł. Swoją drogą podziwiam wytrwałość autora i motywację. Poza napisaniem scenariusza, narysowaniem plansz i pokolorowaniem ilustracji zajął się także sam wydaniem komiksu, co jak na debiut poszło mu zaskakująco sprawnie. Od niektórych rysunków trudno oderwać wzrok. Nie dziwię się, że Jurek tak szybko stracił zdrowy rozsądek, bo trudno oprzeć się wdziękom tak pięknej i atrakcyjnej kobiety, jaką jest Ewa. W komiksie przewija się mnóstwo kadrów ze zbliżeniami na twarze postaci, podkreślając ich mimikę, gesty czy spojrzenia, co zaowocowało tym, że autorowi bardzo dobrze udało się uchwycić emocje targające bohaterami. W wywiadzie Piotrek podkreślał, że zależało mu na tym, aby fundamentem komiksu było jego rodzinne miasto. Osoby mieszkające lub znające dobrze Radom bez problemu wyłapią tutaj nawiązania do znanych miejsc czy zabytkowych budynków. Jedyne czego mi brakowało to większej ilości detali na drugim planie pozwalających jeszcze bardziej wyeksponować piękno tego miasta. Myśląc o szczegółach, odniosłem wrażenie, że niektórym rysunkom brakuje dynamiki. Z jednej strony te opustoszałe ulice Radomia podkreślają mroczny klimat tej opowieści, niemniej jednak przydałoby się tchnąć w nie więcej życia.
Od rysunków często nie można oderwać wzroku, tym bardziej że Ewa nie stroni od prezentowania swoich wdzięków na stronach komiksu.
Brama na Żeromskiego pozostawiła mi w pamięci same pozytywne wrażenia. Na plus miejsce akcji i sprawne poprowadzenie narracji na dwóch przeplatających się liniach czasowych. Dodatkowym atutem komiksu są wspomniane wyżej nawiązania do popkultury – mam nadzieję, że nie zabraknie tego w kolejnych tomach. Historia wciąga już od pierwszych stron, pozostawiając po lekturze ogromny apetyt na więcej.
W momencie, gdy piszę te słowa, scenariusz na tom 2 został ukończony, a praca nad rysunkami ma wystartować pełną parą od września. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to jest duża szansa, że kontynuację przygód Jurka i Ewy zobaczymy już na początku przyszłego roku. Wierzę, że autorowi nie zabraknie motywacji, bo pomysłów na kolejne komiksy na pewno ma mnóstwo. Swoją drogą jestem ciekaw jego projektu związanego ze spin-offem Bramy na Żeromskiego skupiającego się na historii głównej bohaterki. Zupełnie inna technika (ołówek) jeszcze bardziej potęguje klimat noir, gdzie mroczna atmosfera osnuta jest mgłą dymu papierosowego.
Jurek i Ewa to całkiem interesująco nakreślone postacie, o których chciałbym dowiedzieć się jeszcze więcej w kolejnych tomach. Tajemnica zażyłej relacji tego duetu pozostawiła po sobie mnóstwo pytań i niedopowiedzeń. Wciągająca fabuła ma spory potencjał na rozwój ciekawych wątków, a tajemnicze zakończenie sugeruje, że jeszcze o Radomiu nie raz usłyszycie, o ile tylko zdecydujecie się przejść przez tytułową bramę.
Scenariusz: Piotr KoziełRysunki: Piotr KoziełWydawnictwo: Piotr Kozieł
Liczba stron: 56
Format: 190 x 270 mm
Oprawa: miękka
Plusy
- Wciągająca historia rozgrywająca się w dwóch liniach czasowych
- Kreacje głównych bohaterów
- Klimat rodem z seriali z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych
- Nawiązania do popkultury
- Kapitalne rysunki podkreślające talent autora w uchwyceniu emocji i gestów postaci.
- Pomysł na miejsce akcji, jakim jest miasto Radom
Minusy
- W niektórych kadrach rzuca się w oczy brak większej ilości detali na drugim planie





Prześlij komentarz