Niegdyś był złodziejem i zabójcą, dzięki czemu udało mu się jakoś przetrwać w okrutnych i ponurych czasach. Jego uderzające podobieństwo do Conana Barbarzyńcy nie jest przypadkowe. Zanim został królem, przeżył wiele niebezpiecznych przygód, rozpalając swoimi opowieściami wyobraźnię bywalców salonów gier, którzy choć przez chwilę chcieli wcielić się w niezwykle potężnego wojownika niczym z książek Roberta E. Howarda. Poznajcie króla Rastana, bohatera gry akcji osadzonej w klimatach fantasy, która miała w sobie wszystko to co potrzeba, aby stać się wielkim hitem w erze automatów na monety.
Yoshinori
Kobayashi zafascynowany filmami o Conanie z Arnoldem Schwarzeneggerem w
roli głównej bardzo chciał zrobić grę z legendarnym barbarzyńcą. Z
powodów licencyjnych niedane mu było urzeczywistnić tego marzenia, ale
ten utalentowany programista i projektant pracujący wówczas dla Taito
nie zrezygnował ze swojej wizji. Tak oto narodził się Rastan
czerpiący garściami wszystko to co najlepsze z przygód najsłynniejszego
Cymeryjczyka, chociaż uważny gracz dostrzeże tutaj inspiracje innymi
znanymi dziełami popkultury z gatunku fantasy.
Każdy z sześciu poziomów w grze jest nie tylko urozmaicony pod względem scenerii, ale umożliwia również obranie innej ścieżki.
Jako
że jest to tytuł zaprojektowany pod automat arcade nie spodziewajcie
się tutaj jakiejś wybitnej fabuły. Nasz umięśniony protagonista dobił
targu z księżniczką – jeśli pokona nękającego królestwo smoka, otrzyma w
zamian wszystkie skarby imperium. Droga do celu wiedzie przez sześć
niezwykle wymagających poziomów. Bez owijania w bawełnę, Rastan
to bardzo trudna gra niewybaczająca błędów, ale z drugiej strony stanowi
niezwykle satysfakcjonujące, dające mnóstwo frajdy doświadczenie.
Jedną z broni do zdobycia w grze jest topór zwiększający siłę ataku.
Gracz
już od pierwszych chwil spędzonych z tą produkcją czuje presję, bo
przeciwnicy nieustannie atakują Rastana. Moja dobra rada to pozostanie
cały czas w ruchu bez ociągania się i oglądania za siebie – tylko wtedy
odniesiecie sukces, choć przyda się oczywiście zręczność i trochę
szczęścia. Kluczowa w tej grze jest bardzo dobra znajomość sterowania.
Warto mieć na uwadzę to, że Rastan może zadawać ciosy przeciwnikom, którzy
znajdują się na górze lub pod nim. Dodatkowo trzeba opanować
umiejętność skoku w zależności od sytuacji. Skok można kontrolować pod
względem wysokości. Swoją drogą dwa przyciski na krzyż (atak i skok)
wbrew swojej prostocie dają więcej możliwości, niż na początku mogłoby
się to wydawać.
Wnętrza
zamków najeżone są różnymi pułapkami urozmaicającymi wspinaczkę do
komnaty, w której cierpliwie czeka na naszego wojownika jeden z wielu
bossów do pokonania.
Każdy z sześciu etapów podzielony jest na dwie sekcje: zewnętrzną i wewnętrzną.
W tej pierwszej będziemy podziwiać w tle różnorodne krajobrazy,
przemierzając lasy, rzeki, klify, jaskinie czy ruiny. W drugiej części
każdego poziomu Rastan będzie zwykle przeciskał się przez ciasne
korytarze zamkowe najeżone różnymi pułapkami takimi jak np.
śmiercionośne kolce czy ogniste otchłanie, które możemy pokonać,
umiejętnie skacząc niczym Tarzan na lianach. W każdym etapie rozsiane są
różne ulepszenia i bronie, które pomogą nam szybko rozprawić się z
nacierającymi falami potworów. Jednym z moich ulubionych oręży jest
ognisty miecz, pozwalający ciskać w przeciwników kule ognia. Do zdobycia
jest też topór zadający większe obrażenia niż standardowy miecz i długi
młot z kolcami, zwiększający zasięg ataku.
Przeciwnicy
mogą także upuścić inne przydatne przedmioty takie jak zbroje czy
płaszcze zapewniające tymczasową ochronę przed obrażeniami zadawanymi
przez wroga. Przy odrobinie szczęścia można zdobyć mikstury
przywracające zdrowie, ale tutaj trzeba uważać, aby w ferworze walki nie
pomylić ich z trucizną uszczuplającą cenny pasek energii. Gdy wskaźnik
zdrowia Rastana jest na wyczerpaniu towarzyszy temu efekt coraz
szybszego bicia serca — podoba mi się taki zabieg, czyniący rozgrywkę
jeszcze bardziej emocjonującą.
Zaciekłe
starcia z bossami często wymagają wyczucia odpowiedniego momentu, aby
przechytrzyć przeciwnika i skutecznie go zaatakować.
Rastan
może pochwalić się bogatą różnorodnością przeciwników, których projekty
zaczerpnięto między innymi z mitologii greckiej. Bardzo podobały mi się
starcia z bossami wymuszające za każdym razem na graczu obranie innej
strategii np. aby pokonać podstępnego czarnoksiężnika, trzeba wyczuć
odpowiedni moment, w którym przeciwnik pozbawiony jest magicznej tarczy.
Lekkim zawodem dla mnie okazał się ostatni boss, który w porównaniu z
resztą gry nie stanowił większego wyzwania i padł po zaledwie kilku
szybkich uderzeniach miecza.
Pokonani przeciwnicy mogą pozostawić po sobie niezwykle cenne przedmioty takie jak np. eliksiry lecznicze.
Na
wysoki poziom trudności gry składa się wiele czynników. Etapy zostały
zaprojektowane w taki sposób, że niezwykle łatwo jest zginać, chociażby
wpadając do wody czy nadziewając się na ukryte w ziemi ostrza. Dodatkowo
w ostatnim etapie gra przestaje pozwalać na używanie kontynuacji —
niezależnie od tego, ile jeszcze zostało Wam kredytów — nie będziecie
mogli kontynuować przygody! Wyobrażam sobie rozpacz graczy w
salonach gier, którzy tracąc wszystkie życia w ostatnim etapie, musieli
zaczynać wszystko od nowa. Największe szanse na przejście tego tytułu
daje rozpoczęcie ostatniego etapu z jak największą ilością żyć. Dobrą
strategią jest też celowe zabicie się w starciu z przedostatnim bossem i następnie pokonanie go nie tracąc życia na nowym kredycie.
Pełne
wyzwań segmenty platformowe wymagają skupienia i cierpliwości. Jeden
źle wymierzony skok zwykle kończy się tragicznie dla głównego bohatera.
Jak na rok 1987 oprawa wizualna imponuje szczegółowością i efektami graficznymi w postaci zmiany pory dnia.
Niebo ciemnieje lub rozjaśnia się, zmieniając kolory i oświetlenie
scenerii na dalszym planie, a w ostatnim etapie w tle szaleje burza z
błyskawicami, zwiastując finałowe starcie ze smokiem. Wszystkie lokacje
są zróżnicowane, dając graczowi poczucie uczestniczenia w pełnej
niebezpieczeństw podróży. Fani twórczości Tolkiena już na samym początku
gry rozpoznają dwa dziwnie znajome posągi królów przywołujące
natychmiast słynne Wrota Argonath wyglądające jeszcze bardziej
majestatycznie o zachodzie słońca, gdy Rastan zbliża się do zamku,
przechodząc przez kamienny łuk. Podobają mi się także różnorodne
projekty potworów i dzierżonych przez nie broni — są szczegółowe i
kolorowe. Deweloperzy dużo pracy włożyli również w animacje głównego
bohatera i wrogów. Zamach mieczem prezentuje się efektownie i
satysfakcjonująco w starciach z przeciwnikami czyniąc walkę szybką i
dynamiczną.
Szczegółowa
i kolorowa oprawa graficzna znakomicie oddaje klimat fantasy, jaki
zapamiętałem z książek J.R.R. Tolkiena czy Roberta E. Howarda.
Ścieżka dźwiękowa Rastana to raptem kilka utworów na krzyż, ale za to jakich! Wielu
graczy na całym świecie chwali ten tytuł właśnie za tę nastrojową
muzykę idealnie wpasowującą się w przygody nieustraszonego barbarzyńcy.
Moim lubionym utworem jest ten, który towarzyszy lokacjom na zewnątrz,
natomiast motyw muzyczny wykorzystany podczas walk z bossami skutecznie
pompuje adrenalinę, czyniąc takie starcia jeszcze bardziej
emocjonującymi.
Rastan ze względu na swoje arkadowe pochodzenie, działa kapitalnie na automacie Evercade Alpha, przywołując natychmiast wspomnienia z salonów gier. Do jakości emulacji czy samego sterowania nie mam żadnych zastrzeżeń. Przy dużej ilości przeciwników na ekranie gra nawet nie zwalnia na moment. Standardowa możliwość zapisywania stanu gry w dowolnym momencie w przypadku tak trudnego tytułu jest nieoceniona. Niemniej zachęcam do przetestowania swoich możliwości bez tego ułatwienia – wtedy wówczas doświadczycie na własnej skórze, jak brutalna pod względem poziomu trudności jest ta produkcja.
Przygody długowłosego barbarzyńcy bez wątpienia wyróżniają się imponującą oprawą audiowizualną, wyprzedzającą czasy, w jakich ta produkcja zawitała do salonów arcade. Ogromna popularność fantasy w tamtym czasie i silna inspiracja filmami z Conanem Barbarzyńcą przyczyniły się dodatkowo do ogromnego sukcesu tego tytułu. Choć gier utrzymanych w podobnej stylistyce powstało wówczas mnóstwo to Rastan zdecydowanie wybija się z tłumu – ma sugestywny klimat, niezapomnianą ścieżkę dźwiękową i stanowi wciąż nie lada wyzwanie, co akurat postrzegam jako wielką zaletę tej znakomitej produkcji.












Prześlij komentarz