Początek lat dziewięćdziesiątych był niewątpliwie złotym okresem dla chodzonych nawalanek. Na fali popularności tego gatunku powstało wiele produkcji, które, pomimo że pod względem rozgrywki niczym nowym zbytnio się nie wyróżniały, to jednak w innych aspektach potrafiły zaskoczyć absurdalnym i bezkompromisowym podejściem do tematu. Dodajmy do tego całkiem zgrabnie wplecioną w rozgrywkę fabułę poruszającą problem społeczny, jakim jest kłusownictwo i otrzymamy tytuł na swój sposób unikalny, aczkolwiek niepozbawiony wad.
Na pierwszy rzut oka Growl łatwo pomylić z przygodami Indiany Jonesa. Spójrzcie tylko na okładkę z jednym z czterech głównych bohaterów, który niczym słynny archeolog w charakterystycznym kapeluszu wymachuje z gracją swoim biczem na pierwszym planie. Podobnie jak filmy z „Indym” tak i gra ma charakter przygodowy, nawet przeciwnicy wyglądają znajomo. Mam tutaj na myśli tych bandytów w turbanach, chociaż też spotkamy gangsterów wyjętych żywcem z filmów, których akcja dzieje się na początku XX wieku. Nie wiem tylko, co tutaj robią te sekretarki w mini spódniczkach, ochoczo rzucające granatami, ale takich absurdów i zwariowanych pomysłów twórców uświadczycie w tej grze mnóstwo.
Już na samym początku gry możemy przetestować wyrzutnię rakiet i delektować się eksplozjami zrealizowanymi w komiksowym stylu.
Do przejścia jest siedem etapów plus jeden krótki bonusowy, ale tak naprawdę całość sprawia wrażenie jednej większej lokacji. Na szczęście poszczególne poziomy są na tyle zróżnicowane, że trudno uświadczyć tutaj monotonii. Po wyjściu z baru zrobimy zadymę na ulicach miasta i następnie stoczymy widowiskowe walki na dachu pędzącego pociągu. Będziemy też płynąć łodzią i przedzierać się przez jaskinię wypełnioną lawą, aby w końcu dotrzeć do kryjówki kłusowników i rozprawić się z ich tajemniczym przywódcą. Swoją drogą krótki poziom w jaskini dzięki dodaniu do rozgrywki elementów platformowych i pułapek stanowi ciekawe urozmaicenie od nieustannego okładania przeciwników i bardzo dobrze pasuje do przygodowego klimatu tego tytułu. Dotarcie do napisów końcowych nie powinno Wam zająć więcej niż pół godziny. Growl to przyjemna, intensywna, aczkolwiek bardzo krótka przygoda, nawet jak na standardy arcade.
Jaskinia wypełniona lawą i pułapkami to jedyny poziom w grze, który przypomina bardziej platformówkę niż beat 'em up, ale sprawdza się bardzo dobrze jako małe urozmaicenie rozgrywki.
Do wyboru mamy cztery postacie różniące się siłą ataku, wytrzymałością i wysokością skoku, ale w trakcie rozgrywki miałem nieodparte wrażenie, że twórcy poszli na łatwiznę i tak naprawdę pod względem wizualnym zaserwowali nam dwa zestawy tych samych bohaterów różniących się tylko kolorem ubioru. Chociaż każda z postaci ma na papierze inne statystyki, to nie przekłada się to w znaczący sposób na odmienny styl rozgrywki.
Pierwsze co rzuca się w oczy podczas rozgrywki, to imponująca liczba przeciwników na ekranie.
System walki jest bardzo prosty, oparty na dwóch przyciskach ataku i skoku. Wciśnięcie równocześnie obu wyzwala silny atak specjalny, ale zauważyłem, że ta kombinacja nie działa za każdym razem. Dodatkowo można dobijać powalonych przeciwników, którzy w desperacji próbują złapać oddech i stanąć ponownie na nogi – takie wykończenia brutalną serią ciosów, np. kolanem w twarz wyglądają efektownie i niewątpliwie dają mnóstwo frajdy z ubijania natrętnych kłusowników.
Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wziąć bicz do ręki i poczuć się przez chwilę jak Indiana Jones.
Nie przypominam sobie, abym w jakiejkolwiek innej grze z gatunku beat 'em up widział naraz tylu przeciwników na ekranie co w Growl. Co chwilę gracz jest przytłoczony imponującą liczbą wrogów, a same walki wyglądają jak ustawki kibiców, nie wspominając już o trybie wieloosobowym, gdzie mamy do czynienia z totalną zadymą i chaosem. Z jednej strony czyni to starcia widowiskowymi, ale z drugiej łatwo można zginąć, jeśli będziemy polegać tylko na gołych pięściach. Deweloperzy z Taito zadbali jednak o to, aby gracz nie czuł się bezbronny i podrzucili kilka „zabawek” czyniących rozwałkę jeszcze bardziej satysfakcjonującą. Podobało mi się, że już na samym początku gry twórcy nie bawili się w półśrodki, tylko dali do dyspozycji graczowi wyrzutnie rakiet posyłające nacierające fale oprychów do piekła. Skoro już jesteśmy przy arsenale, to nie można zapomnieć o kultowym biczu i zabawić się w Indianę Jonesa. Poza tym do zdobycia są jeszcze miecze, ciężkie karabiny maszynowe, granaty, metalowe rurki i noże, czyli wszystko to, co już pewnie widzieliście w innych bijatykach. W walce pomaga także możliwość wykorzystania otoczenia. Można rzucać we wrogów wszystkim, co ma się pod ręką. Beczki, skrzynie czy ogromne głazy — wszystko to przydaje się w demolce.
Walkę z nacierającymi falami wrogów znacząco ułatwia wykorzystanie elementów otoczenia takich jak np. beczki czy skrzynie.
Gry spod szyldu Taito w swoich arkadowych odsłonach zazwyczaj imponowały w salonach gier szczegółową i kolorową oprawą wizualną. Chociaż stylistyka Growl utrzymana jest w nieco stonowanym, surowym i brudnym klimacie gdzie dominują odcienie brązu i zieleni, to otoczenie jest dopracowane i czytelne. Do gustu przypadły mi efektowne eksplozje zrealizowane w komiksowym stylu, czasami miałem wrażenie, że cały ekran dosłownie płonął. Pod względem efektów specjalnych Growl może się podobać. Twórcy nawet zadbali o taki realistyczny szczegół jak padanie na ziemię z rękami nad głową po rzucie granatem – mała rzecz, a cieszy. Graficy również przyłożyli się do szczegółowego wyglądu i strojów postaci, chociaż w aspekcie ich różnorodności mogłoby być lepiej. Oprawa dźwiękowa znakomicie oddaje klimat beztroskiej akcji, podkreślając dynamiczny charakter gry. Utwór z pierwszego etapu natychmiast wpadł mi w ucho. Podobały mi się także wyraziste efekty dźwiękowe. Odgłosy eksplozji, niszczonych obiektów czy ryku słonia pozwoliły mi lepiej wczuć się w klimat gry. Dodatkowo Growl zawiera udźwiękowione dialogi w scenkach przerywnikowych, co w 1991 roku robiło naprawdę spore wrażenie.
Jako że fabuła Growl koncentruje się wokół kłusownictwa i znęcania się nad zwierzętami, ukazując bezmyślność ludzi ingerujących w świat przyrody, to całkiem zgrabnie twórcom udało się przenieść ten temat na grunt rozgrywki. Większość zwierząt nie tylko pojawia się w scenkach przerywnikowych, ale również wspiera bohaterów w walce z kłusownikami. Z tym wiąże się też ciekawy aspekt poziomu brutalności gry. Chociaż dzisiaj niektóre brutalne sceny pojawiające się w tym tytule nie robią już wielkiego wrażenia, to na początku lat dziewięćdziesiątych widok uratowanego lwa rozszarpującego jednego z kłusowników na strzępy mógł działać na wyobraźnię.
Ocalone zwierzęta wspierają bohaterów w walce z gangiem kłusowników.
Nie mogłem pominąć największego absurdu, jakiego doświadczyłem w grze, czyli finałowego bossa. Zanim jednak do tego dojdziemy, to krótko o starciach z pozostałymi bossami. Jak przystało na tego typu przeciwników, nie wystarczy „mashowanie” przycisku ataku. Bossowie zwykle dysponują atakami niemożliwymi do zablokowania, więc trzeba wyczuć odpowiedni moment i najlepiej użyć ataku specjalnego. Gra w takich momentach bywa dość wymagająca i frustrująca, przez co ukończenie jej na jednym kredycie może stanowić nie lada wyzwanie. Wracając do głównego antagonisty, uwielbiam japońskie produkcje za to, że są nieprzewidywalne i pełne zwariowanych pomysłów. Final boss w Growl jest właśnie takim owocem szaleństwa japońskich twórców. Nie chcąc ocierać się o spoilery i psuć Wam zabawy, zachęcam do zagrania w ten tytuł chociaż raz, co może być swoją drogą bardzo ciekawym doświadczeniem, tym bardziej że finał okazał się dla mnie sporym zaskoczeniem. Szkoda tylko, że sama realizacja ostatecznego starcia rozczarowuje.
Uwielbiam absurdalne pomysły Japończyków z Taito, którzy zaprojektowali nad wyraz silnych bossów, mogących bez problemu podnieść ciężarówkę albo nawet czołg.
Growl bardzo dobrze działa na Evercade Alpha. W trybie kooperacji dostępna jest rozgrywka dla maksymalnie trzech graczy (wymagane są dwa dodatkowe zewnętrzne kontrolery podłączane do portów USB w automacie). Z poziomu menu (przed uruchomieniem gry) możemy dzięki wbudowanej emulacji przełączników DIP wybrać jeden z czterech poziomów trudności. Biorąc pod uwagę dużą liczbę przeciwników z towarzyszącymi eksplozjami i całym tym chaosem na ekranie ani razu nie udało mi się doświadczyć spadku płynności, więc pod względem optymalizacji nie ma właściwie do czego się przyczepić.
Growl działa bez najmniejszych problemów na mini automacie Evercade Alpha, zapewniając zabawę w kooperacji dla maksymalnie trzech graczy.
Przejdźmy teraz do tego, co mi się nie podobało w grze. Wspomniany wcześniej bardzo krótki czas rozgrywki pozostawił po sobie spory niedosyt. Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to zdarzały mi się od czasu do czasu frustrujące momenty w sytuacjach, gdy wróg został powalony zbyt blisko krawędzi ekranu – w takim przypadku nie byłem w stanie go wykończyć, ponieważ nie dało podejść się wystarczająco blisko brzegu i musiałem pozwolić mu wstać. Chociaż nie jest to wada występująca tylko w Growl (podobne problemy doświadczyłem również w innych tytułach z gatunku beat 'em up), to jednak można było tego uniknąć. Pod względem rozgrywki przygody czwórki obrońców zwierząt na tle konkurencji wypadają dosyć przeciętnie. Nawet wśród kooperacyjnych chodzonych nawalanek trudno znaleźć tu coś, co rzeczywiście wyróżniałoby tę produkcję z tłumu. Całkiem niezła oprawa audio wizualna i udane przemycenie do rozgrywki szlachetnego motywu, jakim jest walka z kłusownictwem to zdecydowanie za mało, aby poświęcić tej produkcji więcej czasu, tym bardziej że po jej ukończeniu nie ma za bardzo po co do niej wracać.
Growl dostępny jest na platformie Evercade w ramach kolekcji TAITO Arcade 1.
W ogólnym rozrachunku Growl to przeciętna i konserwatywna pod względem systemu walki i rozgrywki produkcja niesiląca się zbytnio na wychylanie poza ramy gatunku. Chociaż nie mam zamiaru polecać jej na lewo i prawo, to możecie jednak całkiem przyjemnie spędzić przy niej czas, szczególnie jeśli wciąż Wam mało chodzonych bijatyk z okresu, w którym ten gatunek święcił triumfy.
Ocena: 6.5 / 10
| EvercadeDeweloper: TAITOWydawca: TAITO
Plusy
- Zgrabnie wpleciony w rozgrywkę motyw walki z kłusownictwem
- Imponująca liczba przeciwników na ekranie i cieszące oko eksplozje
- Kolorowa i dopracowana oprawa wizualna
- Scenki przerywnikowe z udźwiękowionymi dialogami
- Wymagające walki z bossami
- Tryb kooperacji dla maksymalnie trzech graczy
- Biorąc pod uwagę liczbę przeciwników i zadymę na ekranie nie zauważyłem żadnych spadków płynności
Minusy
- Bardzo krótka, nawet jak na standardy gier arcade. Całość sprawia wrażenie jednego sztucznie wydłużonego etapu, pociętego na mniejsze sekcje
- Pod względem rozgrywki wypada dosyć przeciętnie i niczym nie zaskakuje na tle konkurencji
- Chociaż są cztery postacie do wyboru, to wyglądają one raczej jak dwie pary tych samych bohaterów, różniących się kolorem ubioru
- Każda postać ma inne statystyki, ale w rzeczywistości nie mają one prawie żadnego znaczenia w rozgrywce.
- Starcie z finałowym bossem











Prześlij komentarz